2010-02-19 14:50:09
Porównanie nigdy nie odda wszystkich aspektów dyskutowanej kwestii. To zabieg retoryczny, który czasem pozwala zobrazować w bardziej przyswajalny dla kogoś sposób dyskutowaną tezę.
W tym przypadku nie ma czegoś takiego jak zbiór sformalizowanych zasad. Ale nie dlatego, że tych zasad nie ma, tylko dlatego, że nikomu nie chciało się ich spisywać (może nikt nie odczuwa takiej potrzeby).
Trzymając się analogii językowych (w dyskusji potrafię być uparty), jeśli nie istnieje słownik gwary śląskiej, to myślisz, że mówiący tą gwarą nie znają jej zasad?
I nie używałbym określenia "zawodowiec", lepiej mi tu pasuje słówko "mistrz", ale mistrz nie w znaczeniu zwycięzca, tylko w takim podobnym do "guru".
Odnosząc się do analogii językowej (rzeczywiście jestem uparty ;) )"Zawodowcem" będzie językoznawca (powiedzmy prof. Miodek), a "mistrzem" będzie poeta, pisarz (powiedzmy wspomniany już Gałczyński).
I taki "mistrz" dla mnie właśnie może sobie pozwolić na więcej niż "czeladnik".
I różnica jest taka, że na bycie mistrzem trzeba zapracować, wydziwianie czeladnika jest zwyczajnym partactwem, wydziwianie mistrza, to kreacja.

Ocena oczywiście zawsze jest subiektywna.